piątek, 3 maja 2013

-1-
6 rano, podnoszę głowę i z zaspanymi oczami  odsłaniam białą miękką zaslonę na tyle, aby zobaczyć jaka jest pogoda.
-Znowu leje-powiedziałam do siebie cichym głosem-po czym wstałam powoli uważając żeby nie zakręciło mi się w głowie, idę do łazienki i myję zęby. Biorę bieliznę i wracam do pokoju. Patrzę w moje lekko brudne lustro i nachodzi mnie to stałe i nieprzyjemne uczucie. Obrzydzenie, połączone ze złością i bezradnością.
-tak to znowu ja Emily. Jak zwykle PIĘKNA-powiedziałam w myślach wkurzona, po czym łzy naleciały mi do oczu. Czasami tak mam. Kiedy już się trochę ogarnęłam zaczęłam wybierać ubrania. Obcisłe czarne rurki , dżinsowa koszula i skórzana kurtka na wierzch
-powinno być okej-mruknęłam.Kiedy już byłam prawie gotowa przypomniałam sobie o zadaniu domowym z matmy
-Ku*wa!!!-syknęłam i zaczęłam nerwowo szukać pożądanego podręcznika żeby sprawdzić czy zadanie jest na tyle krótkie, abym je przepisała. Szybko przewracam kartki szukając rozdziału z geometrii i znajduje je po krótkiej chwili. Wygląda na to, że znowu mam szczęście, 4 przykłady. oddycham z ulgą i patrzę na zegarek, równocześnie wyciągając zeszyt
- 6.25, zdąrzę- pomyślałam zadowolona z siebie. Po zrobieniu zadania w miarę moich "fantastycznych" matematycznych umiejętności wzięłam mój ulubiony plecak w stylu retro wypełniony stertami książek i resztą   niepotrzebnych rzeczy i lekko uchyliłam drzwi od sypialni moich rodziców
-Mamo, wstajesz?-zapytałam potulnie-jestem gotowa. 
-Tak, tak już, chwila- odezwał się zaspany, dobrze znany mi głos. Zeszłam na dół i usiadłam przy ciężkim, starym drewnianym stole, który darzyłam, nie wiadomo dlaczego, ogromnym sentymentem. Może to dlatego, że kojarzył mi się z moim dzieciństwem, które było jak dla mnie cudowne.
Moja mama zeszła po około dziesięciu minutach i zaczęła przygotowywać dla mnie owsiankę. Uwielbiam ten zapach unoszący się w kuchni kiedy robi śniadanie. Zjadłam wszystko co było w misce i szczerze mówiąc nie dziwię się sobię bo od wczorajszego popołudnia nic nie tknęłam. 7.15 
-Autobus!! Cholera znowu!!!- krzyczę, po czym ubieram buty, biorę plecak i wybiegam z domu.